Syryjskie niepokoje

Rozpoczynam dziś cykl nieregularnych wpisów dotyczących najświeższych informacji z Syrii i całego Bliskiego Wschodu. Dzisiaj przeczytacie o trwającej rebelii na południu kraju, plotkach o wysłaniu syryjskich rebeliantów do Jemenu, a także o kolejnych nalotach izraelskiego lotnictwa na Damaszek.

Kolejne izraelskie naloty na Syrię. Damaszek pod ostrzałem, ale czy skutecznym?

Wczorajszej nocy z 16 na 17 marca izraelskie lotnictwo po raz kolejny dokonało nalotów na syryjską stolicę, Damaszek. Rakiety zostały wystrzelone przez izraelskiego samoloty znad okupowanych Wzgórz Golan. Syryjska obrona przeciwlotnicza zdołała zestrzelić co najmniej 3 z nich, ale część raportów mówi o nawet 7 potwierdzonych unieszkodliwionych pociskach. Syryjski MON potwierdził naruszenie przestrzeni powietrznej przez izraelskie rakiety jednocześnie zapewniając o braku strat na skutek ataku. Jest o tyle prawdopodobne, że nawet sami żołnierze operujący w i wokół Damaszku nie sygnalizowali żadnych strat. Nie zgłoszono również śmierci żadnego żołnierza, co było regułą dla samych żołnierzy nawet przy pominięciu takich informacji w oficjalnych przekazach medialnych. Wydaje się, że po raz pierwszy od dłuższego czasu syryjska obrona przeciwlotnicza zdołała bardzo skutecznie powstrzymać izraelski atak.

Jedno z nagrań przedstawiające zestrzelenie izraelskich rakiet

Izraelskie ataki rakietowe trwają nieprzerwanie od 2011 roku, ale w ciągu ostatnich kilkunastu tygodni stały się przykrą regułą. Do tego typu operacji dochodzi średnio raz w tygodniu. Można zastanawiać się skąd ta nagła intensyfikacja nalotów ze strony izraelskiego lotnictwa. W moim przekonaniu ma to związek ze zbliżającymi się za kilkanaście dni wyborami parlamentarnymi w Izraelu. Urzędujący od 2009 roku premier Benjamin Netanjahu walczy o kolejną reelekcję. Poprzez wzmożenie operacji wojskowych przeciw sąsiadującej z Izraelem Syrii chce pokazać się swoim wyborcom jako mąż stanu broniący bezpieczeństwa państwa w związku z (rzeczywistym, czy nie) zagrożeniem ze strony Iranu, który posiada swoje bazy wojskowe na terenie Syrii. Jeżeli Bibi po raz kolejny odniesie sukces polityczny i utrzyma fotel premiera na kolejne kilka lat bardzo możliwe jest że liczba nalotów spadnie do utrzymywanej wcześniej średniej w postaci jednej operacji na miesiąc. Tym sposobem dość tanim kosztem, nie narażając życia pilotów, Bibi najzwyczajniej w świecie robi sobie kampanię wyborczą.

Można się oczywiście zastanowić skąd ta wyższa niż dotychczas skuteczność syryjskiej obrony przeciwlotniczej. Możliwości jest kilka, od użycia rakiet starszego typu, z którymi przestarzałe syryjskie systemy przeciwlotnicze dają sobie radę, po wsparcie udzielone przez Rosjan, którzy zdecydowali się przekazać lub uruchomić własne systemy.

Rebelii na południu ciąg dalszy

Również w dniu wczorajszym, 16 marca w prowincji Daraa doszło do skutecznego ataku na konwój syryjskich żołnierzy z 4 Dywizji Pancernej pod nominalnym dowództwem brata syryjskiego prezydenta, Mahera al-Assada. Do ataku doszło na drodze pomiędzy miejscowo1)ściami Muzayrib i Yadudah. Konwój syryjskiego wojska zmierzał do pierwszej z wymienionych miejscowości w celu aresztowania poszukiwanego terrorysty Abu  Tariqa al-Subayhiego. W wyniku zasadzki śmierć poniosło 21 syryjskich żołnierzy, a kilkunastu dalszych zostało rannych. Wśród zabitych byli dwaj znani i poważani dowódcy oddziałów  Ghaith wchodzących w skład 4 Dywizji Pancernej – Mohsan Taha Abu Shadi nazywany ojcem trzech męczenników gdyż w trakcie wojny poległo trzech jego synów. Mohsan służył w oddział Ghaith od 2014 roku, brał udział w walkach  o Daraye, Qaboun, Beit Jinn, Harastę, czy Hajjar al-Aswad. Jest to najkrwawszy zamach w ciągu ostatnich kilku miesięcy, ale biorąc pod uwagę sytuację w prowincji Daraa nie był on zaskakujący czy niespodziewany. Od czasu odzyskania kontroli nad prowincja w 2018 roku niemal każdego dnia dochodzi do zamachów na życie syryjskich żołnierzy, członków służb bezpieczeństwa, policjantów, pracowników administracji, czy też byłych rebeliantów, którzy zdecydowali się na pojednanie z Damaszkiem i służbę w jednostkach bezpieczeństwa.

Zdjęcia zabitego Mohsana Tahy Abu Shadi

Wśród ofiar wczorajszego zamachu mieli być również byli rebelianci, którzy obecnie służą w 4 Dywizji Pancernej. Po zakończeniu walk w 2018 roku pod naciskami Rosjan Damaszek zgodził się na pozostanie rebeliantów w zajmowanych przez nich do tej pory miejscowościach. W przeciwieństwie do wszystkich poprzednich operacji nie zdecydowano się na ich wywiezienie do prowincji Idlib. Skutki tej decyzji odczuwalne są do dziś. Przynajmniej część z nich mimo uregulowana swojego statusu zdecydowała się nie składać broni i kontynuować walkę. Do skrytobójczych ataków dochodzi z niezwykłą wręcz regularnością i właściwie codziennie publikowane są nazwiska kolejnych ofiar. Pomimo dużych chęci ze strony Damaszku do rozprawienia się z tym problemem i sprowadzenia do prowincji kolejnych sił Moskwa nieprzerwanie blokuje przeprowadzenie większej operacji wojskowej celem zlikwidowania ukrywających się rebeliantów.

Nagranie z miejsca ataku



Więcej na temat sytuacji na południu kraju pisałem przed kilkoma miesiącami w tym artykule , sytuacja się w najmniejszym stopniu nie poprawiła. Przeciwnie, jest o wiele gorzej. Link do artykułu. znajdziecie w komentarzu, co do zasady zawarte w nim treści są nadal aktualne. Moskwa w dalszym ciągu blokuje możliwość przeprowadzenia operacji wojskowej i bardzo prawdopodobne, że wczorajsze wydarzenia niewiele zmienią. Sytuacja w prowincji Daraa i iluzoryczna kontrola Damaszku nad południem kraju dobitnie pokazują jak słaba jest pozycja syryjskiego prezydenta we władzach własnego państwa. Obecnie o wszystkich istotniejszych ruchach syryjskich wojsk nie decyduje już Assad, a Wladimir Putin, który może dać lub nie zielone światło do podjęcia działań ofensywnych w Daarze, czy Idlib. Frustracja wśród samych żołnierzy i dowództwa syryjskiej armii może powodować ruchy odśrodkowe skierowane przeciwko obozowi władzy. Jest o wiele za wcześnie by mówić o możliwości przeprowadzenia przewrotu wojskowego, ale zdecydowanie trzeba brać pod uwagę słabnącą pozycję syryjskiego prezydenta w oczach wojska.  Problem w Daarze dałoby się rozwiązać jedna błyskawiczna operacją wojskową i armia ma tego pełną świadomość. Ma też świadomość tego, kto nie jest w stanie wydać rozkazu do jej przeprowadzenia.

Międzynarodowe podróże syryjskich dżihadystów część dalsza

W ciągu ostatnich kilku dni wśród rebeliantów z Narodowej Armii Syryjskiej będącej de facto kontrolowaną przez Ankarę grupą najemniczą zaczęły pojawiać się pogłoski możliwości wysłania ich na nowy front. Przypomnę, że działający pod zwierzchnictwem Turcji rebelianci byli przez Ankarę wykorzystywani w operacjach przeciwko Kurdom (w prowincji Afrain i Syrii północno-wschodniej), czy armii syryjskiej. Jednak z czasem ich najemnicza działalność była dużo mocniej widoczna. W 2020 roku Ankara wysłała kilka tysięcy rebeliantów do Turcji w celu wsparcia rządu powiązanego z Bractwem Muzułmańskim, co pozwoliło osiągnąć sukces pod Trypolisem. W drugiej połowie roku wzięli oni zaś udział w walkach o Górski Karabach wspierając armię azerską. Przykłady te dobitnie udowadniały, że idee walki w celu obalenia Assada zeszły na plan dalszy na rzeczy pospolitej działalności najemniczej w celu spłaty długu zaciągniętego u Turcji, która przez lata wspierała rebelię.

Pod koniec zeszłego roku pisałem artykuł dotyczący tego zjawiska, który serdecznie polecam. https://frontemdosyrii.pl/2020/05/14/nowa-rebelia-na-poludniu-syrii/

Od kilku dni pojawiają się jednak informacji o kolejnym państwie, do którego mieliby oni zostać wysłani. Jak donoszą sami rebelianci i mieszkańcy prowincji Afrin (napływowi, bo Kurdowie z kantonu uciekli) turecki wywiad MIT prowadzi rekrutację wśród bojowników w celu wysłania ich do Jemenu. Tam mieliby wesprzeć prosaudyjskie siły lojalne wobec prezydenta Hadiego. O ile początkowo rewelacje te wydawały się niemal bliskie fantastyki tak niedługo później pojawiły się wypowiedzi wysoko postawionych… dowódców Hayat Tahrir al-Sham, którzy przekonywali że w interesie syryjskich bojowników jest wsparcie Hadiego w Jemenie, bo w ten będą oni walczyć z Iranem, a walka z irańskimi wpływami jest przedłużeniem syryjskiej rebelii. W takim tonie wypowiedział się m.in. słynny salaficki kaznodzieja związany z HTS, Abdullah Al-Muhaysini, który wezwał do wsparcia Arabii Saudyjskiej w walkach pod Marib, gdzie siły lojalne wobec Hadiego ponoszą kolejne porażki. Wyjazd do Jemenu poparł też Abu Maria al-Qahtani, jeden z ważniejszych dowódców HTS.


Hayat Tahrir al-Sham, a zwłaszcza jej lider Abu Mohammad al-Julani przeszli fascynującą przemianę z wysłanników późniejszego lidera Państwa Islamskiego do Syrii, al-Baghdadiego po główną frakcję rebelii układającej się z Recepem Erdoanem. Sam Julani kilka tygodni temu wystąpił w wywiadzie w garniturze dla amerykańskiej dziennikarza. Mimo kolejnych prób zmiany wizerunku i przejecie niemal pełnej kontroli nad Idlib oraz dominowania całego ruchu rebelianckiego HTS jest nadal uznawane za organizację terrorystyczną przez większość państw na świecie, w tym przez Stany Zjednoczone, czy sama Arbie Saudyjską.

Innymi słowy walcząc w obronie saudyjskich interesów w Jemenie będą oni zwalczać wpływy Teheranu, a ich osłabienie miałoby przybliżyć sukces w Syrii. Zaiste pokrętna to logika, ale wpisuje się ona w ogólny trend rezygnacji z przegranej sprawy w Syrii na rzecz rozpoczęcia najemnego dżihadu na usługach Ankary.

Jeżeli te informacje się potwierdzą to z jednej strony będziemy świadkami radykalnej zmiany frontu przez Erdogana i pójścia przez niego na zwarcie z Teheranem w zamian za ocieplenie stosunków z Arabia Saudyjską. Od kilku dni mówi się otwarcie o wznowieniu współpracy pomiędzy Rijadem, a Ankarą. Z drugiej strony pogłoski o współpracy HTSu i Ankary mogą oznaczać dalsza próbę zmiany wizerunku organizacji przez Julaniego i pogodzenie się przez niego z faktem pełnej zależności od Ankary. To z kolei może doprowadzić do dalszego rozłamu w strukturach HTS i wybuchem wewnętrznego konfliktu przez wielu bardzo radykalnie nastawionych mudżahedinów.

To oczywiście nie wszystkie istotne informacje z Syrii i Bliskiego Wschodu. Nie wspomniałem o pogłębiającym się kryzysie ekonomicznym w Syrii na skutek amerykańskich sankcji z zeszłego roku, czy o pogłębiającym się problemie działań bojowników Państwa Islamskiego na Pustyni Syryjskiej. O obu tych wydarzeniach chciałbym napisać w najbliższych dniach szersze artykuły. Nie wspomniałem również o wojnie o ropę na styku obszarów opanowanych przez syryjską armię, Kurdów i protureckich bojowników, czy o zamachach na tureckie konwoje w Idlib. Chciałbym opisać dla Was te i inne wydarzenia w kolejnych wpisach.  Jednakże Frontem do Syrii potrzebuje w dalszym ciągu Waszego wsparcia. Zachęcam do zajrzenia na mój profil w serwisie Patronite i rozważanie nawet minimalnego wsparcia. Każda złotówka przekazana na działalność FdS umożliwia mi wykupienie dostępu do kolejnych serwisów informacyjnych i opłacenie czasu, który poświęcam na tworzenie dla Was artykułów. Za każde wsparcie z serca dziękuję.

Wspieram

Written by admin

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *