Co dalej z Libią

Parlament libijski ze wschodniej części kraju, który wspiera Libijską Armię Narodową (LNA) pod dowództwem generała Khalifa Haftara, udzielił armii egipskiej pozwolenia na interwencję w Libii.

W oświadczeniu libijskiej Izby Reprezentantów czytamy: „Wzywamy do wspólnych wysiłków dwóch braterskich narodów – Libii i Egiptu – w celu pokonania okupanta [Turcji] oraz utrzymania naszego wspólnego bezpieczeństwa i stabilności w naszych państwach jak i w regionie” oraz, że „parlament libijski z zadowoleniem przyjmuje słowa prezydenta Egiptu, wypowiedziane w obecności przedstawicieli libijskich plemion”.

W ubiegłym miesiącu prezydent Egiptu Abdel Fattah Al-Sisi powiedział, że może wysłać wojska do Libii, ostrzegając tym samym wspierany przez Turcję rząd Porozumienia Narodowego (GNA), aby nie przekraczał obecnej linii frontu w okolicy nadmorskiego miasta Syrta. W odpowiedzi GNA wskazało, że uznaje wypowiedzi egipskiego prezydenta za „wypowiedzenie wojny”.

Al-Sisi w sobotę powiedział, że Egipt ma prawo, zgodnie z Kartą Narodów Zjednoczonych, do militarnej interwencji w Libii. Armia egipska przeprowadziła już ćwiczenia wojskowe w pobliżu granicy libijskiej o nazwie „Hasm 2020”.

Syrta jest uważana za strategiczną bramę do głównych terminali eksportowych ropy w Libii i stanowi początek egipskiej strefy wpływów w Libii.

Zezwolenie na egipską obecność wojskową w Libii należy łączyć z interwencją turecką rozpoczętą na początku roku w celu wsparcia sił GNA, które były oblegane przez wojska gen. Haftara [LNA]. Dzięki wsparciu Turcji siły GNA odwróciły losy bitwy o Trypolis i odrzuciły wojska LNA aż pod Syrtę.

Głównym zadaniem wojsk egipskich, jeżeli rzeczywiście doszłoby do interwencji, będzie zabezpieczenie frontu na linii Jufra-Syrta. Interwencja Egiptu stwarza ogromne ryzyko eskalacji i otwartego konfliktu z wojskami tureckimi.

W związku z tym Kair może rozważyć jedynie symboliczną interwencję, w ramach której jego siły zbrojne byłyby wykorzystywane do zmuszenia walczących stron do negocjacji pod egipskim nadzorem.

Egipt i Turcja są najbardziej zaangażowane w konflikcie w Libii ze względu na ogromny wpływ tego, co dzieje się w tym państwie na ich bezpieczeństwo narodowe i interesy. Turcja dąży do zapewnienia sobie większego wpływu na eksploatację libijskich surowców naturalnych oraz przejęcia kontroli nad podwodnymi złożami gazu na Morzu Śródziemnym, a także uzyskania dominacji w basenie Morza Śródziemnego, czy większych wpływów w Afryce Północnej. Z tego względu Turcja dąży do wzmocnienia pozycji trypolitańskiego rządu walczącego z siłami gen. Haftara wspieranego przez Egipt, Zjednoczone Emiraty Arabskie, Arabię Saudyjską, Francję, czy Grecję i do pewnego stopnia Rosję. Siły trypolitańskie (GNA) wspierane są poza wspomnianą Turcją również przez Katar, a więc przez dwa państwa eksportujące w regionie ideologię Bractwa Muzułmańskiego. Triumf frakcji powiązanych z Bractwem Muzułmańskim stanowiłby żywotne zagrożenie dla interesów Egiptu, który pomny jest doświadczeń sprzed niespełna 10 lat, gdy Bractwo na krótki czas przejęło władzę w tym kraju. Zagrożenie ze strony zwiększenia się wpływów Bractwa w Afryce Północnej i na Bliskim Wschodzie zmusza niejako do współpracy Egipt, Arabię Saudyjską, czy Zjednoczone Emiraty Arabskie, gdyż legitymizacja przywódców tych państw do ich przywództwa jest i z pewnością będzie coraz silniej przez Bractwo kwestionowana.

Żywo zainteresowane rozwojem konfliktu libijskiego są również Włochy oraz Stany Zjednoczone. Te pierwsze ze względu na kwestię uchodźców oraz korzyści finansowe z eksploatacji złóż surowców, a te drugie z uwagi na fakt koncesji, które amerykańskie firmy uzyskały na wydobycie tychże. Włochy w konflikcie libijskim starają się lawirować. Z jednej strony wspierają rząd w Trypolisie ze względu na rywalizację o surowce naturalne z Francją, a z drugiej strony podpisują intratne kontrakty na sprzedaż broni do Egiptu oraz wspierają dyplomatycznie Grecję w jej konflikcie z Turcją. Stany Zjednoczone wydają się tego konfliktu nie zauważać, a wyraźniejsze protesty dyplomatyczne pojawiły się dopiero w momencie przerzucenia do Libii rosyjskich samolotów bombowych. Trudno jednak sobie wyobrazić by USA wystąpiły otwarcie przeciw swojemu sojusznikowi, jakim jest Turcja, która coraz częściej określana jest jako Koń Trojański w NATO.

Gaz, który miałby zostać wydobyty z dna Morza Śródziemnego miałby być dostarczany do Unii Europejskiej przez Grecję oraz Włochy gazociągiem EastMed, co automatycznie powoduje zaangażowanie się całej UE w konflikt oraz sprzeciw wobec tego projektu ze strony Rosji i Turcji, które najwięcej by na nim straciły z uwagi na spadek znaczenia gazociągu TurkStream. Konflikt o złoża gazu, które znajdują się w pobliżu Cypru trwa od kilku lat, ale w ubiegłym roku uległ nasileniu wraz z tym, jak Turcja rozpoczęła swoją politykę faktów dokonanych. W 2019 roku tureckie statki wiertnicze rozpoczęły prace na cypryjskich wodach terytorialnych. W odpowiedzi na silne protesty Greków Unia Europejska zagroziła sankcjami, których właściwie do dziś nie wprowadziła, a Erdogan pomny braku działań odwetowych ze strony Brukseli wyczuł dobry moment na powzięcie dalszych kroków. Pod koniec zeszłego roku Turcja podpisała z Libią (rządem w Trypolisie) umowę o rozgraniczeniu Wyłącznych Stref Ekonomicznych, która właściwie ignoruje istnienie greckiej Krety, czy Cypru. Umowę oprotestowała unia Europejska, Grecja, libijski rząd w Tobruku (LNA). Na początku czerwca bieżącego roku Turcja wydała licencję na 24 odwierty wokół Cypru. Jedynym państwem, poza Grecją, które silnie oprotestowuje działania Turków jest Francja. Francuski prezydent zresztą wycofał okręty wojenne swojego państwa z Morza Śródziemnego, gdzie uczestniczyły w misji bezpieczeństwa Sea Guardian w pobliżu wód terytorialnych Libii po tym, jak tureckie okręty kilkukrotnie dokonały namierzania francuskich okrętów. Brak wyraźnej reakcji NATO zmusił Macrona do protestu, który zakończył się słynnymi słowami o „śmierci mózgowej NATO”. Macron nie powiedział jednak ostatniego słowa i obecnie deklaruje chęć działania w kierunku obłożenia Ankary silnymi sankcjami.

Stanowisko USA wobec konfliktu w Libii jest sprzeczne i mało wyraziste ze względu na brak strategicznych interesów Waszyngtonu. Jak wspomniano Waszyngton nie zareaguje do momentu, gdy w siłę nie urosną wpływy Moskwy, a ta prowadzi swoja własną grę dyplomatyczną. Deklaratywnie wspiera wojska gen. Haftara, ale ten poniósł klęskę tylko i wyłącznie ze względu na wycofanie w odpowiednim momencie rosyjskiego wsparcia dla jego wojsk. Na kilka dni przed kontruderzeniem wojsk GNA przy wsparciu Turcji, Rosja wycofała swoich najemników (oddziały Wagnera) spod Trypolisu tym samym tworząc lukę w linii frontu. Działania Rosji związane są prawdopodobnie z niezadowoleniem Moskwy wobec działań gen. Haftara, który okazał się zbyt samodzielny i nieskory do podporządkowania się rozkazom Moskwy. Wystarczy wspomnieć zakończone klęską rozmowy pokojowe pomiędzy GNA i LNA, które urwały się w momencie gdy. Haftar odmówił złożenia swojego podpisu pod dokumentem i odleciał z rosyjskiej stolicy. Niezależny przywódca, który dywersyfikuje wpływy innych państw na Libię nie stanowi łakomego kąska dla Rosji. W przeciwieństwie do syryjskiego prezydenta Haftar byłby dużo bardziej niezależny lub co najmniej związany również z innymi państwami niż sama Rosja, m.in. z Egiptem, czy Zjednoczonymi Emiratami Arabskimi.

Dla Rosji najrozsądniejsze wydaje się scenariusz zachowania statusu quo i formalnego lub nieformalnego podziału Libii na linii Syrta-Jufra. Taki scenariusz byłby też do zaakceptowania przez Turcję oraz Egipt, ale nie przez państwa europejskie. Podział Libii na turecko-rosyjskie strefy wpływów powodowałby, że Rosja i Turcja mogłyby wywierać naciski na Unię Europejską poprzez stymulowanie ruchu migrantów, czy działania militarne poprzez zbudowanie własnych baz wojskowych w Libii (turecka w Misracie i rosyjska w Tobruku). Ponadto w ten sposób Rosja i Turcja zdusiłyby w zarodku plany budowy gazociągu EastMed. Widać więc, że interesy turecko-rosyjskie są tylko z pozoru sprzeczne, a Rosja wyczekuje na odpowiedni moment by wystąpić w roli mediatora i z pozycji siły doprowadzić do zakończenia lub przynajmniej zamrożenia konfliktu w Libii.

Wojna w Libii może jednak przerodzić się w otwarty konflikt na linii Turcja-Francja i Egipt. Francję wciąż dąży do posiadania lwiej części zasobów ropy i gazu w Libii. Francuzi oskarżają Turcję o naruszenie embarga nałożonego przez ONZ na eksport broni do Libii, a Turcja nie bez racji wskazuje na niekonsekwencję Francji, która przymyka oko na takie same naruszenia przez Egipt i Zjednoczone Emiraty Arabskie, które dostarczają broń gen. Haftarowi. Turcja od dłuższego czasu próbuje szantażować zachód tym, ze opuści Sojusz Północnoatlantycki, ale pytanie brzmi kto ma dziś więcej do stracenia przy takim scenariuszu. Może okazać się, że sytuacja w której Ankara zdecyduje się na opuszczenie NATO zostanie odebrana przez innych członków sojuszu z ulgą.

Zachęcam do wspieranie Frontem do Syrii poprzez Patronite. Strona utrzymuje się wyłącznie dzięki Waszemu wsparciu.Już niedługo, ponownie dzięki Waszemu wsparciu, FdS rozpocznie nowy etap działalności!Szczegóły odnośnie możliwości wsparcia znajdziecie w komentarzu.

Written by admin

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *