Amerykańskie sankcje, czyli widmo kryzysu humanitarnego w Syrii

Gdzie rebelia nie może tam USA sankcje pośle

Syryjska gospodarka w warunkach wojny i międzynarodowej izolacji nigdy nie radziła sobie wybitnie dobrze, ale w ostatnich miesiącach uwidocznił się galopujący kryzys, któremu syryjskie władze nie są w stanie w żaden skuteczny sposób przeciwdziałać. Syryjski prezydent, Bashar al-Assad był w stanie utrzymać się u władzy mimo zbrojnej rebelii, która ogarnęła niemal cały kraj, czy mimo pojawienia się w Syrii tysięcy zagranicznych dżihadystów skupionych w strukturach Państwa Islamskiego, czy Hayat Tahrir al-Sham. Dziś po bezsprzecznym zwycięstwie militarnym i opanowaniu większości zachodniej Syrii Assadowi grozi jednak upadek. Syryjska gospodarka stała się niewydolna, a działania Stanów Zjednoczonych wyraźnie dążą do wysadzenia Assada z siodła. O co chodzi w nowym syryjskim kryzysie przeczytasz w poniższym artykule.

Krach syryjskiej waluty

Na skutek pogrążenia się w chaosie konfliktu zbrojnego znaczna część zagranicznego kapitału wycofała się z Syrii. Nie byłoby to jednak zjawisko o tak tragicznych skutkach gdyby nie masowy exodus krajowego kapitału do sąsiednich państw, przede wszystkim do Libanu, ale również do Jordanii, czy Turcji. Na skutek oporu syryjskiej władzy i faktu, że Stany Zjednoczone od samego początku sytuowały się po przeciwnej stronie barykady (oczywiście zasadne wydają się podejrzenia o działaniach USA dążących do zaognienia konfliktu, który wybuchł w 2011 roku) i objęły syryjską gospodarkę systemem sankcji ekonomicznych. Podobne nałożone zostały zresztą przez Unię Europejską. Działania te doprowadziły do pełnej izolacji Damaszku i niejako wyłączyły Syrię z globalnego systemu finansowego. W celu obejścia sankcji, które drenowały syryjską gospodarkę, ale przede wszystkim dotknęły syryjską klasę średnią, czy elity gospodarcze Syryjczycy transferowali swoje oszczędności za granicę. Sankcje miały dotknąć elity władzy i ludzi skupionych wokół niej, ale poza nim uderzyły również w zwykłych Syryjczyków. Ci aby ratować swoje oszczędności przetransferowali je przede wszystkim do banków libańskich, które sankcjami objęte nie były. Podobnie zresztą prawdopodobnie zrobił syryjski rząd. Przez lata sytuacja ta się utrzymywała i była tajemnicą poliszynela, ale Stany Zjednoczone nie były zainteresowane przeciwdziałaniem temu zjawisku.

Przez niemal 10 lat konfliktu zbrojnego w Syrii syryjska lira/funt (krajowa waluta) mocno traciła na wartości. W 2011 roku za jednego amerykańskiego dolara trzeba było zapłacić około 47 syryjskich lir/funtów, a w 2017 ponad 500. Nie była to jednak nadal sytuacja tragiczna, Syryjczycy bez większych przeszkód korzystali ze swoich oszczędności, a krajowa gospodarka ujmując rzecz kolokwialnie dawała sobie radę. Sytuacja zaczęła zmieniać się pod koniec ubiegłego roku. W listopadzie 2019 roku na skutek wewnętrznych zawirowań w Libanie, krachu tamtejszego systemu bankowego oraz ogólnego kryzysu polityczno-gospodarczego kurs wymiany dolar/lira wyniósł 1 do 770. Kryzys ekonomiczny w Libanie zmusił libańskie banki do ograniczenia wypłat gotówki oraz do większej kontroli zagranicznych przelewów pieniężnych. To z kolei doprowadziło do tego, że Syryjczycy zostali właściwie odcięci od swoich oszczędności. Oznaczało to początek trwającego do dziś kryzysu walutowego w Syrii. W grudniu 2019 roku kurs wymiany na czarnym rynku wyniósł już 1 do 950, w styczniu 2020 1 do 1000, w maju 1 do 1600, na początku czerwca 1 do 2000, a przed kilkoma dniami 1 do 3000. Porównując obecny stan do rzeczywistości z kwietnia jasno widać, że wartość syryjskiej waluty spadła o ponad 70%.

Zjawiska te były spowodowane z jednej strony rosnącą izolacją, zwiększonymi wydatkami, które pozbawiły państwo rezerw oraz faktem odcięcia oszczędności w libańskich bankach. Nawet zakończenie kryzysu w Libanie nie poprawi sytuacji ekonomicznej Damaszku, bo z dniem dzisiejszym, czyli z 17 czerwca 2020 zacznie obowiązywać Ustawa Cezara. Ten uchwalony przez amerykański Kongres akt wprowadza wręcz drakońskie sankcje na Syrię, co doprowadzi do jeszcze większego kryzysu gospodarczego – a ten z pewnością spotęguje już istniejący kryzys żywnościowy i społeczny. Do Ustawy Cezara jeszcze wrócimy.

Kryzys się zaostrza Syryjczycy wychodzą na ulice

Trwający kryzys walutowy unaocznił niemoc syryjskiej władzy, która albo ignorowała sytuację w kraju, albo co gorsza nie mogła w żaden sposób jej przeciwdziałać. Na skutek utraty wartości przez syryjską walutę w sklepach zaczęło brakować żywności, głównie chleba będącym od lat podstawowym i często jednym źródłem pożywienia dla ubogich warstw społeczeństwa, bo piekarniom nie opłacało się go piec. Drastyczny wzrost cen doprowadził do tego, że masy Syryjczyków nie były i nie są w stanie zaspokoić swoich podstawowych potrzeb, również tych żywnościowych. Ceny podstawowych produktów wywindowały zresztą tak wysoko, że nawet zwolennicy władzy zaczęli pokazywać swoje niezadowolenie. Kilogram mięsa był wart jedną przeciętną pensję, która w czerwcu była warta około 14 $. Tyle samo były wart dwa arbuzy (sic!). Zresztą ceny większości towarów wzrosły o od 50 do ponad 100%. Galopująca inflacja prowadzi do tego, że ceny zmieniają się co kilka godzin, a to powoduje, że wielu sprzedawców woli nie otwierać swoich sklepów. Od kilku tygodni trwają, coraz intensywniejsze, protesty mieszkańców zdominowanej przez Druzów Suwaidy na południu kraju. I o ile równolegle do nich odbywają się wiece poparcia dla Assada to nie da się nie zauważyć rosnących nastrojów niezadowolenia, czego namacalnym przykładem jest fakt, że właśnie w Suwaidzie, która nigdy nie wymknęła się spod kontroli Assada, odbywają się manifestacje pod hasłami konieczności ustąpienia syryjskiego prezydenta. Do podobnych manifestacji dochodzi zresztą również w mateczniku Assada, zdominowanym przez alawitów mieście Latakia, ale są one nieliczne. Skala protestów jest niewielka, ale pojawiły się one jeszcze zanim Syryjczycy zaczęli naprawdę odczuwać amerykańskie sankcje. Trzeba jednak odnotować, że równolegle w portowym mieście Tartus odbyła się masowa manifestacja poparcia dla syryjskiego prezydenta. Uczestnicy protestu dobitnie wyrażali swój sprzeciw wobec amerykańskich sankcji. Dla porządku trzeba też wskazać, ze znaczna część protestujących w Suwaidzie okazała się agentami syryjskiego wywiadu, którzy dążyli do wyłapania realnych przeciwników władzy.

Protesty są spowodowane, podobnie do tych z 2011 roku, sytuacją ekonomiczną, a nie polityczną. Na ulicę wyprowadza Syryjczyków głód, a nie chęć przemian demokratycznych. Brak pożywienia, głównie chleba, z jednej strony spowodowany jest kryzysem walutowym, ale z drugiej „działaniami na polach”. Zdecydowana większość żyznych pól uprawnych znajduje się po drugiej stronie Eufratu, na terenach pozostających pod kontrolą Kurdów/SDF (lub częściowo Turcji). Od wielu lat handel pomiędzy Damaszkiem, a Kurdami rozwijał się bez większych problemów. Podobnie było z przewozem pszenicy z Iraku, której transporty często przechodziły przez obszary pod kontrolą SDF. Jednak w ostatnim czasie zaczęły pojawiać się problemy i na tym kierunku. Problemem nie jest tylko fakt trudności na linii wymiany handlowej, ale przede wszystkim masowe podpalenia pól uprawnych w północno-wschodniej Syrii. Syryjska agencja informacyjna SANA donosiła o bombardowaniach z użyciem bomb zapalających pól uprawnych w prowincji Hasakah przez amerykańskie lotnictwo. Północny-wschód Syrii stanowił przez lata jej naturalny spichlerz. Pola uprawne podpalają również protureccy dżihadyści okupujący obszary na północ od autostrady M-4 w północno-wschodniej Syrii. Do podpaleń dochodzi również na południu Syrii, w prowincjach Daara i Suwaida. O zjawisku cichej rebelii na południu pisałem w jednym z ostatnich artykułów. Dla borykającej się z problemami żywnościowymi Syrii każde z takich podpaleń ma dramatyczne skutki.

Assad próbował reagować na zaostrzający się kryzys i rosnące niezadowolenie społeczne wymieniając kilka tygodni temu większość gubernatorów prowincji, a 11 czerwca dymisjonując urzędującego od 2016 roku premiera. Są to działania, które mogą wystarczyć na kilka tygodni, ale po tym czasie Syryjczycy zorientują się, że nie przyniosły one żadnych skutków – bo najzwyczajniej w świecie nie mogą ich przynieść. Assad nie jest w stanie w żaden sposób przeciwdziałać sytuacji ekonomicznej w Syrii i pozostało mu niewiele opcji, ale o tym później.

USA dobijają Syrię

Sądzić można, że tak dotknięty wojną kraj, a przede wszystkim jego gospodarka, nie będzie w stanie przetrwać kolejnych wstrząsów, ale najgorsze dopiero przed nim. Amerykańska ustawa Cezara dobije dogorywającą syryjską gospodarkę i pozostawi ją w największym kryzysie gospodarczym w historii. Kryzysie, którego cały region nie widział od dziesięcioleci. Ustawa w swoim założeniu ma dotknąć obóz władzy oraz środowiska i jednostki go wspierające, ale w praktyce działania te mają zupełnie inny cel – obalić władzę Assada w Syrii, usunąć Syrię ze strefy wpływów Teheranu, a co za tym idzie doprowadzić do upadku libańskiego Hezbollahu i zdusić jakiekolwiek zagrożenie ze strony Iranu dla amerykańskich interesów, by ostatecznie doprowadzić do przemian politycznych i instytucjonalnych w tym kraju. Bo nie o Assada, czy nie o samą Syrię w tym chodzi, a o Iran właśnie. Tłumaczenia o wyciągnięciu odpowiedzialności wobec członków syryjskiego „reżimu” jest dobre dla amerykańskich mediów, ale w praktyce doprowadzi to do głodu (bo taki już jest skutek, a sankcje się jeszcze nie rozkręciły) zwykłych Syryjczyków. Na zgliszczach syryjskiej władzy i wśród zdeterminowanych głodem Syryjczyków może powstać nowe zagrożenie lub, co bardzo prawdopodobne, odrodzić się może Państwo Islamskie, które z łatwością może przekonywać, że „za ich czasów było lepiej” – bo w istocie było, ale nie było to bynajmniej ich zasługą.

Wspomniana ustawa Cezara została tak określona na cześć syryjskiego fotografa wojskowego, który wywiózł z Syrii ponad 50 tysięcy zdjęć dokumentujących sytuację w syryjskich więzieniach, gdzie przetrzymuje się przeciwników władzy, rebeliantów, czy zwykłych terrorystów. Sankcje wprowadzone tym aktem objąć mają kapitał zgromadzony poza granicami Syrii, zamrozić rachunki bankowe w innych państwach regionu, Zatoki Perskiej, czy Europy. Sankcje dotkną każdą osobę fizyczną, firmę, czy instytucje, które będą próbowały prowadzić interesy z rządem Assada, a więc które będą próbowały handlować z Syrią. Osoby lub grupy powiązane z obozem władzy będą miały zablokowany dostęp do kapitału zgromadzonego w zagranicznych bankach, obejmie ich również zakaz podróżowania poza granice Syrii. W praktyce chodzi o to by zmusić inne państwa do nieprowadzenia jakiejkolwiek wymiany handlowej z Damaszkiem. I tak o ile działania wojskowe, okupione krwią setek syryjskich żołnierzy, z ostatnich 2-3 lat dążące do odblokowania kluczowych z punktu widzenia wymiany handlowej obszarów (zwłaszcza odblokowanie autostrady M-5 łączącej Jordanię z syryjskim ośrodkiem przemysłowym – Aleppo) doprowadziły do ożywienia się handlu i powolnego wychodzenia Syrii z izolacji (wymiana handlowa z Jordanią z każdym miesiącem była większa, do tego dochodziło ożywienie gospodarcze z państwami Półwyspu Arabskiego) tak uchwalona przez amerykański Kongres ustawa zablokuję jakąkolwiek wymianę handlową z Damaszkiem, bo każdy zagraniczny przedsiębiorca chcący robić interesy z Syrią będzie bał się objęcia sankcjami. Kiedy wydawało się, że odblokowanie autostrady M-5 pozwoli Syrii ograniczyć kryzys ekonomiczny i w perspektywie umożliwi odbudowę zniszczonego wojną kraju dziś Damaszek może być pewien, że nie ma na to najmniejszych szans. Nie ma również szans na odbudowę zniszczonej infrastruktury. Zagraniczny kapitał, który był zainteresowany inwestycjami w Syrii został właśnie zablokowany. Sankcje co istotne dotkną po kieszeni również Rosjan, którzy przez lata prowadzili wymianę handlową z Syryjczykami. Zresztą sankcje te będą mogli odczuć również Polacy. Jeszcze niedawno polscy rolnicy byli zachęcani przez Ministerstwo Rolnictwa do sprzedaży zboża do Syrii – dziś taka próba skończyłaby się nałożeniem na rolników i pośredników sankcji. Co interesujące nie ma pewności, czy sankcje nie będą dotoczyć również działalności organizacji humanitarnych. Pewnym jest jednak, że skala ich działalności zostanie ograniczona, bo część organizacji w obawie przed sankcjami wycofa się z Syrii.

Zresztą sankcje rykoszetem uderzą też w ościenne państwa, głównie w Liban, którego przedsiębiorcy w znacznym stopniu utrzymywali się z handlu z Syrią. Zresztą libańska gospodarka niezmiennie od dziesięcioleci żyje w ścisłej symbiozie z syryjską. Jakiekolwiek działanie wymierzone w Syrię dotkną również Libanu. Odcięci od innych możliwości Libańczycy utrzymywali się z wymiany handlowej ze swoim sąsiadem. Pozbawieni tej możliwości znajdą się dokładnie w tej samej sytuacji, co Syryjczycy. Pytanie tylko, czy nie jest to zamierzone działanie – oczywistym jest, że wzmocni to tylko niezadowolenie Libańczyków, którzy wymiernie odczuli skutki wojny u swojego sąsiada i doleje oliwy do ognia wznieconego przez masowe protesty, głównie młodych, Libańczyków. Oczywistością jest, że ci za swoje problemy obarczą libański rząd, a ten współtworzony jest przez Hezbollah, który jest solą w oku tak Waszyngtonu jak i Tel Avivu. Wracamy więc do punktu wyjścia i celu ustawy Cezara – usunięcia wpływów Teheranu, ale nie tylko. Drugim celem jest uderzenie w Moskwę, która stała się protektorem Syrii i prezydenta Assada. Z tym, ze dla Putina utrzymanie się Assada u władzy nie jest konieczne – niezbędne jest tylko utrzymanie swoich wpływów i baz wojskowych, a to mogłoby być możliwe również bez niego. Amerykanie się zresztą w ogóle nie kryją z celami swoich działań. Słowami specjalnego wysłannika USA ds. Syrii Jamesa Jeffreya wskazywały, że kryzys walutowy w Libanie i Syrii jest efektem ich działań, a kolejne sankcje będą miały na celu usunięcie Assada lub zmuszenie go do pozbycia się z Syrii wpływów Teheranu oraz Moskwy.

Działania te w praktyce doprowadzą do niespotykanego w ostatnich dziesięcioleciach kryzysu humanitarnego. Syria była zmuszana przez lata importować żywność, głównie zboża, a z dniem wejścia w życie amerykańskich sankcji zostanie to znacznie utrudnione, jeżeli nie całkowicie zablokowane. Już dziś Syryjczycy mają ograniczony dostęp do żywności. Nałożenie się na siebie sankcji oraz masowe podpalanie pól uprawnych doprowadzi do głodu tysięcy, jeżeli nie dziesiątek tysięcy Syryjczyków. Mimo prób zrzucania odpowiedzialności na Assada nie będzie on winien tym zjawiskom. Trudno winić kogoś, kto odważył się nie ugiąć pod naciskami obcego mocarstwa, bo USA dały mu jasno do zrozumienia – usuń wpływy Teheranu i Hezbollahu z Syrii, a sankcje zostaną ograniczone lub nawet zniesione. Trudno jednak by zgodził się na zdradę sojuszników, którzy pomogli przetrwać mu najgorszy okres czasu i bez których groziłby mu szybko upadek.

A Assad na to…

Sankcje wprowadzone przez USA mają na celu sprowadzenie syryjskiego prezydenta na kolana i w dalszej kolejności doprowadzić do wyrugowania wpływów Teheranu i Moskwy z Syrii. Problem w tym, że poza obozem Assada nie ma w Syrii żadnego środowiska, które mogłoby go zastąpić. Wraz z upadkiem jego rządów do głosu ponownie doszliby dżihadyści, a wpływy Państwa Islamskiego wróciłyby szybciej niż Trump zdążyłby się zastanowić kogo posadzić na syryjskim tronie. Assad z kolei poza roszadami w obozie władzy nie ma zbyt dużego pola manewru. Jakimś rozwiązaniem byłaby ucieczka do przodu i rozpoczęcie kolejnej kampanii wojskowej w Idlib, ale rozwiązanie to mogłoby się sprawdzić na ograniczony okres czasu. Najbliższe tygodnie i miesiące będą wiec testem dla pozycji Assada we własnym obozie polityczno-wojskowym. Społeczne protesty Assada obalić nie zdołają, bo siły bezpieczeństwa z łatwością sobie z nimi poradzą. Problemem może być niezadowolenie popleczników Assada, głównie dowódców wojskowych, którzy najbardziej odczują sankcje – wszak to ich aktywa zostaną zablokowane.

Jeżeli Assad nie zdoła zjednać wokół siebie obozu wojskowego, możliwe jest by w kręgu wojskowym pojawiły się koncepcje usunięcia niewygodnego przywódcy. Zresztą od dłuższego czasu krążą pogłoski, że sama Moskwa nie jest zbytnio zainteresowana utrzymaniem Assada u władzy i będzie dążyć do jego wymienienia. Jego następca mógłby zerwać więzy zależności z Teheranem i skupić się na rozwoju relacji z Moskwą, co mogłoby być do zaakceptowania dla Waszyngtonu. Pojawiły się zresztą pogłoski, że Putin na następcę Assada wyznaczył dowódcę 25 Dywizji Wojsk Specjalnych/Sił Tygrysa gen. Suheila al-Hassana aka. Tygrysa, ale uchodzi on za jednego z największych popleczników syryjskiego prezydenta. Niemniej cieszy się on ogromnym poparciem Syryjczyków i kojarzony jest przede wszystkim ze swoich kontaktów z Moskwą. Tygrys jest również jednym z tych dowódców, który nie był silnie powiązany z Iranem. Wątpię jednak w taki rozwój wydarzeń. Jakakolwiek próba przewrotu mogłaby skończyć się wojną domową i kolejnym okresem chaosu, na co Rosja nie mogłaby sobie pozwolić. Jedyną możliwością pozostanie więc pokojowe ustąpienie, przymuszonego do tego Assada, ale to nie jest w jego stylu. Kluczowe będą wydarzenia z najbliższych miesięcy, a szczególnie rok 2021, gdy w Syrii maja zostać przeprowadzone wybory prezydenckie. Dotychczas niemal pewnym było, że Assad uzyska „ponad 100% głosów”, ale ostatnie wydarzenia mogą spowodować, że wśród jego środowiska zaczną pojawiać się pomysły wystawienia innego kandydata.

Mimo realnych szans na zakończenie konfliktu wojskowego sytuacja w Syrii jeszcze przez dłuższy czas nie wróci do normy.

Możecie wspierać moją pracę poprzez Patronite. Szczegóły w sekcji Wsparcie

Written by admin

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *