Jutro pójdziemy do Idlib

Zakończona lub też co bardziej realne zawieszona czasowo operacja Świt Idlib doprowadziła do opanowania przez syryjską armię (SAA) niemal całej południowo-wschodniej części prowincji oraz wyzwoleniem północno-zachodnich przedmieść Aleppo. Co istotniejsze operacja doprowadziła do odzyskania kontroli nad strategiczną autostradąM-5 łączącą Daarę-Damaszek z Aleppo. Sukcesy syryjskiej armii były tak szybkie i spektakularne, że po stronie ponoszących kolejne klęski dżihadystów, głównie z Hayat Tahrir al Sham (HTS), zainterweniowała Turcja, która przeprowadziła bezprecedensową agresją wymierzoną w syryjskie wojska. Działania Turcji na pewien czas zatrzymały postępy SAA, ale po otrząśnięciu się po pierwszych uderzeniach żołnierze słynnej 25 Dywizji Wojsk Specjalnych wspierani przez libański Hezbollah zdołali odzyskać Saraqib, a następnie go utrzymać. Czwarta bitwa o to miasto była też ostatnią w tej fazie ofensywy. Niedługo po niej w Moskwie podpisano porozumienie pomiędzy Putinem i Erdoganem, bo to oni rozgrywają w Syrii wszystkie karty, a działania wojenne zostały zawieszone z 6 marca. Na mocy porozumień syryjskie wojska miały zachować wszystkie zdobycze terytorialne, a dżihadyści mieli zostać usunięci z obszaru o szerokości 12 kilometrów wokół autostrady M-4. Gwarantem realizacji tego drugiego warunku była Ankara. Po usunięciu dżihadystów miały rozpocząć się wspólne patrole turecko-rosyjskie wzdłuż zdemilitaryzowanej autostrady, która niedługo później miała zostać przywrócona dla ruchu cywilnego.

Niestety warunków porozumienia z Moskwy nigdy nie zrealizowano. Do dziś dżihadyści nie zostali usunięci z terenów wokół autostrady, a mimo kilkudziesięciu prób żaden z turecko-rosyjskich patroli nie przejechał trasy dłuższej niż kilka kilometrów. Mało tego, dżihadyści dokonywali prób ich blokowania, a nawet próbowali ostrzeliwać pojazdy z patrolu. Zresztą w tureccy żołnierze nie mogli czuć się w Idlib już w pełni bezpieczni, bo sporadycznie dochodziło do zamachów na ich konwoje i posterunki. Brak implementacji warunków porozumienia z Moskwy był zresztą przewidywalny, a samo porozumienie było nierealne do realizacji już w momencie jego podpisania przez obie strony. Z każdym miesiącem, a później już z każdym tygodniem zawieszenie broni coraz szybciej przekształcało się w tzw. syryjski rozejm, czyli etap gdy co prawda nie są prowadzone szerokie działania ofensywne żadnej ze stron, ale wzajemny ostrzał i próby infiltracji frontu staje się coraz częstszy. Osoby śledzące syryjski konflikt mogą sobie przypomnieć sytuacje, które miały miejsce w czasie tzw. „zawieszenia broni” tuż przed kolejnymi ofensywami syryjskiej armii. Z każdym tygodniem wzrastała liczba ostrzałów dokonywanych przez dżihadystów, dochodziło do tzw. rajdów na pozycje syryjskiej armii, a w ślad za tym wzmagała się intensywność nalotów syryjskiego lotnictwa, a niedługo później również rosyjskiego. Był to zazwyczaj ostatni etap przed całkowitym upadkiem kruchego rozejmu, a kilka tygodni później rozpoczynała się ofensywa lądowa syryjskiej armii.

Obecnie wchodzimy w ostatni etap „syryjskiego rozejmu”. Od kilku dni na front wzdłuż gór al-Zawiya na granicy prowincji Idlib i Hama ściągają liczne posiłki obu stron. Dżihadyści są doskonale świadomi, że jedynym miejscem gdzie syryjska armia może przeprowadzić próbę przełamania frontu w kierunku autostrady M-4 są właśnie góry al-Zawiyah. Na północny-wschód leży już miasto Idlib, do którego syryjska armia nie będzie chciała się zbliżyć z obawy przed tureckimi dronami, a na wschodzie ciągnie się stabilny front w górach Latakii, którego syryjscy żołnierze nie zdołali przebić przez kilka lat pomimo strat sięgających do kilkuset rannych i zabitych.

Konwój HTSu zmierza do gór al-Zawiyah

Analizując kolejne stadia upadku porozumienia z Idlib należy wskazać na przede wszystkim dwa wydarzenia, dwa niemal identyczne ataki dżihadystów. Pierwszy miał miejsce 10 maja, a drugi 8 czerwca. W obu celem ataku były wioski leżące na równinie al-Ghaab w północno-zachodniej części prowincji Hama. W obu przypadkach ataki skupiły się na wiosce al-Tanjarah. 10 maja dżihadyści zdołali opanować około połowy wioski, ale po przybyciu posiłków syryjska armia przeszła do kontrofensywy i odzyskała wszystkie utracone punkty. Jednak w czasie walk SAA poniosła straty sięgające około 40 zabitych. Wczorajszy atak był albo lepiej przygotowany, albo syryjscy obrońcy nie byli dostatecznie dobrze przygotowani. Dżihadyści zdołali opanować zarówno wioskę al-Tanjarah jak i pobliskie Fattirah i al-Manara.

Mapa przedstawiająca miejsce rajdu Hurras Al-Din

W odpowiedzi na atak syryjska artyleria dokonała ostrzału kilkudziesięciu celów we wioskach Ankawi, Kafr Uwayd i Safaun oraz wielu innych. Jednak w przeciwieństwie do wydarzeń z 10 maja tym razem na niebie pojawiły się syryjskie i rosyjskie bombowce. Te drugie miały dokonać minimum trzydziestu bombardowań i nie przerywać ich do późnych godzin nocnych. Syryjskie lotnictwo kontynuuje bombardowania również 9 czerwca. Rosyjskie samoloty nie atakowały jedynie celów w bezpośredniej okolicy walk, ale również zaplecze dżihadystów pomiędzy linią frontu, a miastem Jisr al-Shughour będącym główną bazą zagranicznych dżihadystów z Hurras Al-Deen, czy Islamskiej Partii Turkiestanu. Po około dwóch godzinach syryjscy żołnierze zdołali odzyskać wszystkie utracone obszary.

Syryjscy żołnierze po bitwie

W czasie walk zginąć miało minimum 10, a być może nawet ponad 30 dżihadystów, którzy utracili również do 5 pojazdów. Brak jednak informacji o ewentualnych stratach po stronie syryjskiej armii. Za atakiem stali dżihadyści z Hurras Al-Deen, rozłamowcy z Hayat Tahrir al-Sham, którzy są nadal lojalni wobec al-Kaidy. Grupa jest częścią składową koalicji salafistycznych ugrupowań zbrojnych o nazwie Rouse the Believers. Za natarcie opowiadają więc najbardziej radykalni, nieprzejednani i odrzucający wszelkie kompromisy bojownicy. Zaczną ich część stanowią zagraniczni ochotnicy – Czeczeni, Uzbecy, Turkmeni, Ujgurzy i wielu innych. Turcja nie zdołała, a moim zdaniem nawet nie próbowała, ich spacyfikować, a cierpliwość drugiej strony zdaje się wyczerpywać o czym świadczy niewidziana od marca intensywność rosyjskich nalotów w obszarze objętym rzekomym zawieszeniem broni.

Zniszczony pojazd Hurras Ad-Din

W czasie, moim zdaniem, zbliżającej się ofensywy syryjska armia będzie chciała w pełni zabezpieczyć góry al-Zawiyah i przynajmniej przeciąć autostradę M-4, a co najbardziej prawdopodobne odzyskać miasta Ariha i Jisr al-Shughur. O ile wioski leżące w górach al-Zawiyah nie są dla Erdogana czerwoną linią o tyle autostrada M-4 może nią być, a więc próba zbliżenia się do niej syryjskiej armii może skończyć się intensywnym ostrzałem z powietrza ze strony tureckich dronów.

Jak wspomniałem od kilku dni wzdłuż linii frontu gromadzą się kolejne oddziały syryjskiej armii. Na front przybyły świeże posiłki żołnierzy z 1, 6 i 10 Dywizji, a oddziały 25 Dywizji po intensywnym szkoleniu wracają na linię frontu. Również dżihadyści przerzucają w okolice gór al-Zawiyah bardzo liczne posiłki. Na opublikowanym filmie propagandowym widać konwój składający się z kilkunastu lub nawet kilkudziesięciu pojazdów opancerzonych (własnej produkcji) transportujących przynajmniej kilkuset bojowników na linię frontu. O wysokim prawdopodobieństwie wznowienia star świadczy fakt, że od kilku dni cywile, którzy nadal zamieszkiwali ten obszar ewakuują się na północ.

Posiłki syryjskiej armii zmierzają na linię frontu w Idlib

Z przygotowaniami syryjskiej armii do rozpoczęcia działań ofensywnych zbiega się w czasie informacja o dostarczeniu Syrii przez Rosję samolotów wielozadaniowych MIG-29. Równocześnie zakończył się trening kilkunastu nowych pilotów, którzy uzupełnią luki powstałe w syryjskich siłach lotniczych w ciągu ostatnich lat. Przekazanie Syrii MIGów-29 ma na celu zmniejszenie dystansu technologicznego pomiędzy Turcją, a Syrią. Syryjscy piloci będą w stanie kontrować obecność tureckich F-16, które wcześniej zadawały duże straty syryjskiemu lotnictwu.

Ceremonia przekazania Syrii samolotów MIG-29 na lotnisku Hmeimim

Istotnym jest, że pomimo skali rosyjskich nalotów nie odnotowano właściwie żadnych protestów ze strony tureckiej. Mało tego Turcja wskazała, że zawieszenie broni nadal obowiązuje. Można domniemywać, że Erdogan nie będzie przeszkadzał syryjskiej armii oraz jej rosyjskiemu partnerowi do momentu gdy nie zostanie przekroczona nakreślona przez niego czerwona linia. Pytanie tylko co nią jest, czy chodzi o linię autostrady M-4, czy też o miasta na północ od niej. W moim przekonaniu Erdogan nie będzie bił się o wioski na południe od autostrady. Wszak zgodnie z podpisanym w Moskwie porozumieniem dżihadyści i tak mieli wycofać się z terenów na południe od M-4. W momencie opanowania tych terenów przez syryjską armię Erdoganowi łatwiej byłoby przejąć kontrolę nad autostradą i zatrzymać syryjską armię na jej linii. Wątpliwe jednak by Assad chciał się zatrzymywać, ale jak wszyscy zdajemy sobie sprawę – wszelkie decyzje będą zapadać nie w Damaszku, a w Moskwie. Możecie wspierać moją pracę poprzez Patronite – szczegóły w komentarzu. Na zdjęciach1. Syryjscy żołnierze po bitwie 2. Mapa przedstawiająca miejsce rajdu Hurras Ad-Din 3. Zniszczony pojazd Hurras Ad-Din 4. Konwój HTSu zmierza do gór al-Zawiyah 5. Posiłki syryjskiej armii zmierzają na linię frontu w Idlib 6. Ceremonia przekazania Syrii samolotów MIG-29 na lotnisku Hmeimim

Written by admin

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *