Kolejne naruszenia kruchego rozejmu w Idlib mogą być preludium do wznowienia działań zbrojnych w prowincji

Od kilku dni na froncie w Idlib jest coraz mniej spokojnie. Porozumienie wypracowane przez Rosję i Turcję w marcu tego roku nie satysfakcjonowało żadnej ze stron. Na mocy układu autostrada M-4 miała zostać zdemilitaryzowana, ale dżihadyści do dziś odmawiają opuszczenia tego obszaru. Turcja zresztą wprost wykazuje brak chęci do wywiązania się z porozumienia z Rosją.

Żaden z łączonych patroli turecko – rosyjskich, które miały patrolować autostradę M-4 nie doszedł w praktyce do skutku (przejechały maksymalnie 2-4 km) ze względu na blokady organizowane przez dżihadystów.

Powyższe było oczywiście do przewidzenia, wskazywałem na nierealność tego prozumienia już w dniu jego podpisania. Obecnie zawieszenie broni przekształca się bardzo szybko w „syryjski rozejm”, czyli etap gdy nie są prowadzone szerokie działania zbrojne, ale obie strony ostrzeliwują się łamiące przyjęte warunki. Jednak, jak za każdym poprzednim razem, stroną która dąży do ponownej eskalacji są dżihadyści.

Nie będę opisywał wszyskgich ostrzałów czy rajdów które miały miejsce w ostatnich dniach. Wskażę tylko te dwa najważniejsze wydarzenia, które moim zdaniem mogą wskazywać na zaognianie się konfliktu.

Wczoraj (9 maja 2020 r.) dżihadyści podjęli nieskuteczną próbę ostrzału rakietowego bazy lotniczej Hmeimim w prowincji Latakia. Jest to główna rosyjska baza wojskowa w Syrii. Jej bezpieczeństwo było jednym z głównych powodów kolejnych ofensyw syryjskiej armii w Idlib. Żadna z wystrzelonych rakiet nie dosięgnęła celu.

W odpowiedzi na atak syryjska armia dokonała ostrzału artyleryjskiego i rakietowego pozycji dżihadystów wzdłuż granicy administracyjnej prowincji Latakia-Idlib. Nad Idlib pojawiły się rosyjskie samoloty bojowe, ale nie dokonały one bombardowań ograniczając się do monitorowania wrogich pozycji.

Sobotni atak dżihadystów był pierwszym od marca, gdu ​​próbowali zaatakować bazę lotniczą Hmeimim.

Kolejnego dnia, czyli w niedzielę 10 maja, dżihadyści zaatakowali pozycje syryjskiej armii na równinie Al-Ghaab w północno-zachodniej części prowincji Hama. Rajd skupił się na miasteczku Al-Tanjarah. Dżihadyści wykorzystali co najmniej dwóch SVBIEDów (pojazdów wypełnionych materiałami wybuchowymi kierowanymi przez zamachowców samobójców), i dzięki zaskoczeniu oraz sile zdołali opanować na pewien czas część miasteczka. Po przybyciu posiłków SAA zdołała odzyskać wszystkie utracone punkty. W ataku zginęło jednak co najmniej 34 żołnierzy syryjskiej armii. Są to najwyższe straty dzienne od marca tego roku. W odpowiedzi SAA ostrzelała pozycje dżihadystów w masywie górskim Al-Zawiya. Ostrzał trwa od kilka godzin i nie zakończył się w chwili pisania tych słów.

Za oboma atakami stoją prawdopodobnie dżihadyści z Hurras Ad-Din, rozłamowców z Hayat Tahrir Al-Sham lojalnych wobec al Kaidy. Organizacja jest częścią składową koalicji salfistycznych ugrupowań zbrojnych o nazwie Rouse the Believers. Za atak odpowiadają więc najbardziej radykalni, nieprzejednani i odrzucający wszelkie kompromisy dżihadyści. Znaczną część ich bojowników stanowią zagraniczni ochotnicy, Uzbecy, Czeczeńcy, Turkmeni, Tadżycy, Ujgurzy i wielu innych.

Jeżeli Turcja nie zdoła ich spacyfikować, a nie zanosi się na to by w ogóle do tego dążyła, latem możemy spodziewać się wznowienia operacji Świt Idlib celem przejęcia pełnej kontroli nad całą autostradą M-4. Problemem może być oczywiście Turcja, która nie cofnie się przed kolejnym aktem agresji przeciwko Syrii.

Written by admin

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *