Izraelska agresja przeciw Damaszkowi

4 maja o godzinie 22:32 czasu lokalnego izraelskie lotnictwo dokonało ataku rakietowego na obiekty stanowiące część Wojskowego Centrum Badawczego w okolicy miasta al-Safira na południe od Aleppo. Według raportów przedstawianych przez syryjskie źródła, a więc trzeba mieć na uwadze ich niską wiarygodność, trzy wrogie samoloty wystrzeliły kilkanaście pocisków. Część z nich miała zostać zestrzelona przez systemy obrony przeciwlotniczej, ale przynajmniej kilka dosięgnęło celu. Średnio wiarygodne raporty mówią o zestrzeleniu sześciu pocisków (ujawnione zagrania potwierdzają zestrzelenie co najmniej dwóch z nich).

Według dostępnych na tę chwilę źródeł izraelskie lotnictwo zaatakowało z przestrzeni lotniczej Syrii, a dokładnie z okolicy miasta Ithraya. Samoloty miały nadlecieć z Iraku. To bardzo dziwny model ataku. Zazwyczaj izraelskie lotnictwo nie decydowało się na bardziej skomplikowane formy operacji, a ich samoloty leciały najkrótszą drogą prosto nad cel. Moim zdaniem zmiana ta spowodowana była przede wszystkim przez same założenia operacji. Centrum badawcze w Safirze to główny ośrodek zbrojeniowy Syrii. Syryjskie dowództwo mając świadomość jak strategiczne znaczenie maja te zakłady zmobilizowało w okolicy znaczną część jednostek obrony przeciwlotniczej, ale ataku spodziewano się z zachodu. Ten jednak nastąpił z południowego-wschodu, a wrogie samoloty nadleciały z przestrzeni powietrznej Iraku, który nigdy nie zgodziłby się na ułatwienie Izraelowi ataku na inne państwo arabskie.

Jest to kolejny atak izraelskiego lotnictwa wymierzonego w strategiczne instalacje wojskowe Syrii. 27 kwietnia zaatakowane zostały cele w okolicy syryjskiej stolicy, Damaszku. Według Syryjczyków zaatakowano okolice lotniska wojskowego Mezzeh, a celem były instalacje wojskowe libańskiego Hezbollahu. Według syryjskiej agencji informacyjnej SANA Hezbollah nie odniósł żadnych strat, a śmierć poniosło 3 cywili, zaś 4 kolejnych odniosło rany.

Po ataku izraelski Minister Obrony Narodowej, Naftali Bennet oświadczył, że w bliskiej przyszłości Izrael zintensyfikuje swoją kampanię militarną przeciwko potencjałowi wojskowemu Iranu na terenie Syrii. W oświadczeniu Bennet przyznaje: „Przechodzimy od blokowania potencjału Iranu do jego całkowitego wyeliminowania i nie zamierzamy się zatrzymać aż do realizacji tego celu. (…) Będziemy kontynuować walkę na terytorium wroga”.

Trzy dni później zaatakowane został obszar w prowincji Quneitra graniczący z okupowanymi Wzgórzami Golan. Pięć rakiet trafiło w okolicach posterunku wojskowego syryjskiej armii. Atak został przeprowadzony z przestrzeni powietrznej Izraela, a syryjska obrona przeciwlotnicza nie zdążyła zostać aktywowana.

1 maja doszło do dwóch ogromnych eksplozji. Pierwsza miała miejsce w bazie Ibn al-Haytham w południowo-wschodniej części miasta Homs. Gubernator prowincji stwierdził, że „niezidentyfikowane siły zaatakowały bazę w Homs. W wyniku ataku cywile znajdujący się najbliżej miejsca eksplozji odnieśli rany”. Niedługo później w innym komunikacie syryjskie Ministerstwo Obrony ogłosiło, ze do żadnego ataku nie doszło, a eksplozja została spowodowana przez błąd ludzki. Niecałe dwie godziny później druga eksplozja wstrząsnęła miasteczkiem Nubl na północ od Aleppo. Według oficjalnego komunikatu syryjskich władz doszło do wybuchu magazynu ze zbiornikami gazu, ale fakt, że Nubl jest jednym z głównych ośrodków Hezbollahu w Syrii może prowadzić do odrzucenia tej wersji wydarzeń i założenia, że miasteczko zostało zaatakowane przez izraelskie lotnictwo.

W czasie gdy cała społeczność międzynarodowa skupiona jest na walce z koronawirusem Izrael zwiększa skalę swojej agresji wymierzonej w Syrię. Izrael wykorzystuje również fakt, że Damaszek, ale również sojusznicze Iran oraz Hezbollah, skupiają niemal całą swoją uwagę na rosnącym zagrożeniu ze strony ogólnoświatowej pandemii, ale również przeciwdziałaniu niezadowoleniu społecznemu oraz powtarzającym się protestom w Libanie. Izrael uznaje, że obecność wojskowa Iranu w Syrii jest głównym zagrożeniem strategicznym dla swojego bezpieczeństwa. Zdaniem Izraela Teheran dąży do uzyskania stałej obecności w pobliżu granicy z (okupowanymi) Wzgórzami Golan.

Od początku konfliktu w Syrii Izrael dokonał co najmniej kilkuset ataków lotniczych na cele wojskowe na terenie Syrii. Atakowane były instalacje wojskowe Damaszku, ale rakiety były przede wszystkim skierowane przeciwko potencjałowi Iranu na terenie Syrii. Celem były więc konwoje zaopatrzeniowe dla libańskiego Hezbollahu, poszczególni dowódcy oddziałów wojskowych Partii Boga, czy instalacje wojskowe Iranu. Przestarzała obrona przeciwlotnicza Syrii nie jest w stanie skutecznie przeciwdziałać kolejnym uderzeniom, a dostarczone Damaszkowi przez Rosję systemy S-300 nie zostały dotychczas wykorzystane. Świadczy to dobitnie o rosyjskiej blokadzie i chęci usunięcia się Moskwy z obszaru konfliktu na linii Izrael-Syria. Putin zręcznie lawiruje w celu podtrzymania dobrych relacji z Izraelem mając de facto pod kontrolą sam Damaszek. Również Iran nie jest najwyraźniej w stanie skutecznie ochraniać swoich oddziałów na terenie Syrii. Przy okazji każdego takiego uderzenia syryjskie media przedstawiają ten sam scenariusz: wrogie samoloty wystrzeliły kilkanaście rakiet, większość z nich została zestrzelona przez obroną przeciwlotniczą, znaczna część nie trafiła w cel, a te które trafiły skutkowały minimalnymi zniszczeniami. Damaszek nie zwykł przyznawać się do strat osobowych wśród swoich żołnierzy, ale bardzo często wspomina o zabitych cywilach. To oczywiście propaganda skierowana na użytek wewnętrzny, ale dobrze rezonująca również poza Syrią, bo żadna znacząca agencja informacyjna nie ma w Syrii swoich reporterów, więc muszą one korzystać z komunikatów państwowych agencji syryjskich.

Niemożliwym jest by bardzo przestarzała obrona przeciwlotnicza Syrii była w stanie skutecznie przeciwdziałań izraelskim nalotom. Z drugiej strony równie niemożliwe jest by świetnie wyszkoleni izraelscy piloci raz za razem chybiali i zamiast trafiać w obiekty wojskowe atakowali cywilne zabudowania. Oczywiście niemal za każdym razem syryjska obrona przeciwlotnicza była w stanie zestrzelić jakąś część pocisków, ale było to około 10-20 % ze wszystkich wystrzelonych. Pozostała ich część dosięgała jednak celu. Zresztą o katastrofalnym stanie technicznym oraz bardzo kiepskim wyszkoleniu personelu syryjskich oddziałów przeciwlotniczych świadczą ogromne straty zadane przed kilkoma miesiącami syryjskim wojskom przez tureckie drony, które bez większych trudności masakrowały całe bataliony zmechanizowane syryjskiej armii, czego efektem była śmierć co najmniej kilkuset żołnierzy oraz strata kilkudziesięciu czołgów i innych pojazdów.

W najbliższej przyszłości należy spodziewać się intensyfikacji izraelskich nalotów. Syrię czekają zresztą również inne niepokoje. Na południu kraju w prowincji Daara może dojść do ponownych starć zbrojnych, a wewnętrzna rywalizacja w kraju po wystąpieniu Ramiego Makhloufa przybiera na sile.

Na zdjęciu wybuch w bazie w Homs.

Written by admin

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *